1 czerwca 2022
Kategorie: Brak kategorii

W środowe popołudnie zapraszamy Was do lektury artykułu, przygotowanego przez redaktora Adama Mauksa ?

Jerzy Kostrzewa – jedna z najlepszych lewych nóg Wybrzeża

– Piłka nożna była w moim życiu od najmłodszych lat, od podstawówki – zaczyna swoje wspomnienia Jerzy Kostrzewa, dawny piłkarz Gedanii. Zawsze dobrze grał w piłkę, wyróżniał się na podwórku, wśród swoich rówieśników, chłopców chodzących wówczas do Szkoły Podstawowej nr 70 na osiedlu Janka Krasickiego. – To podwórkowe granie kształtowało nasze charaktery, ale też pozwalało czegoś się nauczyć. Kiedy poszedłem na pierwszy trening Lechii, to zajęcia prowadził Roman Korynt. W przerwie czyścił swój samochód, obok stała sztanga, więc też z niej korzystał. Trochę na nas popatrzył i po treningu kazał zostać kilku chłopakom. Mnie także. Potem byłem dwa razy na treningu z tymi starymi wyżeraczami, ale miło nie było. Oni czuli się piłkarzami, zwłaszcza taki, o ksywce „Lolo”, a ja byłem nowy. Po tych dwóch treningach stwierdziłem, że nikt nie będzie się nade mną pastwić. I dałem sobie spokój z Lechią. Wróciłem do niej, kiedy miałem 15 lat – wspomina pomocnik, o którym dawni koledzy i trenerzy mówią, że zabrakło mu trochę szczęścia i przebojowości, by zrobić karierę na miarę swoich możliwości.

Psychicznie nie byłem gotowy na większa karierę – wspomina dziś Jerzy Kostrzewa, o którym były dyrektor Lechii Zbigniew Golemski, mówi, że „to jedna z najlepszych lewych nóg na Wybrzeżu”.

W 1976 roku wraz ze Stanisławem Musiałem, Zbigniewem i Witoldem Żemojtelami, Zbigniewem Tymińskim i Krzysztofem Gosiem Jerzy Kostrzewa odszedł do Gedanii.

Awansował z nią do III ligi i był jej najskuteczniejszym piłkarzem. Gedania miała swoich kibiców. Wielu z nich chodziło też na Lechię, Stoczniowca czy MRKS. Biało-czerwoni mieli w tamtych czasach swoich wiernych sympatyków, często jeszcze sprzed wojny. – Było trochę dawnych kolejarzy, czy lechistów, którzy z sympatią się do nas odnosili. Wielu z nich zrobiło nam piękną oprawę podczas meczu z okazji 80-lecia Gedanii – dodaje.

Jerzy Kostrzewa mówi o sobie, że był zawodnikiem chimerycznym. Duże znaczenie miało boisko, a właściwie jego stan. – Kiedy zobaczyłem, że będziemy grać na kartoflisku, to mi od razu ochota do gry mijała – wspomina pomocnik Gedanii. Murawa, rzecz jasna, nie była jedyną przeszkodą, by dobrze zagrać. – Bywało, że do Słupska jechało się z noclegiem, a tam Czarni albo Gryf wynajmowali nam taki hotel, gdzie do rana był dancing albo wesele. Na mecz wychodziliśmy jak po dobrej imprezie, kompletnie niewyspani – mówi.

Historia Gedanii nie była mu obca. – Owszem, trochę czytałem i się interesowałem. Takim wyznacznikiem pamięci zawsze był dla mnie pomnik na stadionie przy Kościuszki – wspomina Jerzy Kostrzewa. Te uroczystości zapadały w pamięć, skłaniały do tego, by swoją wiedzę o dawnej Gedanii trochę poszerzyć.

Gedania marzeń Jerzego Kostrzewy to klub między II a III ligą, będący początkiem kariery dla tych, którzy chcą i mogą ją zrobić, wybić się gdzieś dalej, taki na miarę możliwości finansowych. W połączeniu z dbaniem o tradycję, pokazywaniem jej młodym ludziom.

? Jerzy Kostrzewa w górnym rzędzie drugi od prawej. Gedania na zgrupowaniu, początek lat. 80. (Fot. Archiwum klubowe)